Blink Blink! Złoto i mega gruby hajs!

BLINK BLINK! ZŁOTO I MEGA GRUBY HAJS!

Para młoda, świadkowie i dowody osobiste całej czwórki + jakieś 80 zł wpisowego w urzędzie i plan minimum na ślub mamy wypełniony. Tyle trzeba mieć, żeby kiedyś, przy śniadaniu, móc poprosić żonę o sól*.

Nie wydaje mi się jednak, żeby ktokolwiek korzystał z tak okrojonej formy pozyskania aktu małżeństwa. Pierwszy z dodatków, o którym pomyśli panna młoda to suknia ślubna, ale o tym już było. Drugim jest tytułowa błyskotka, a w zasadzie dwie - ślubne obrączki. Jeśli życiowa wybranka jest typem sroki, kolejność fantów należy odwrócić.

(fot. Łukasz Haruń)



Nie chce Ci się czytać? Posłuchaj!



W aparcie zacierają ręce, terpiłowski już przetapia złoto, a swarovski pucuje kryształy. Ja dałem się kiedyś namówić na diamentową kartę w pierwszej wymienionej sieciówce jubilerskiej i jak dotąd żona nie narzeka. Kiedy jednak przyszło do wydania grubszej kwoty na dwa kawałki metalowej rurki, zaczęliśmy się nad tym mocno zastanawiać. Żona zrobiła obchód po piwnicach mniejszych złotników i okazało się, że zaoszczędzić można, ale wcale nie tak dużo, jak by się wydawało. Tyle, że przy kupnie gotowego wyrobu...

Szybko przechodząc do konkretów, za obie obrączki zapłaciliśmy 130,00 polskich złotych. I nie zjadłem tu żadnego zera, nie omsknął mi się przecinek. Powtórzę, tym razem słownie: sto trzydzieści złotych, zero groszy. I nie są one zrobione ze żwiru, jak pomyślą niektórzy, wciąż mówimy o prawdziwym złocie (w naszym przypadku - białym złocie). Takich oszczędności nie robi nawet Marek Kondrat.

Wyjaśnienie sztuczki jest bardzo proste i łatwe do powtórzenia w wielu domach, bo kto nie posiada łańcuszków, broszek, czy pierścionków po prababci? Zwykle wartościowy złom leży w woreczku i nikt go nie rusza, bo przecież jest "taki istotny". Szkoda, że na co dzień nikt o nim nie pamięta. W czasach wszechobecnych kredytów i pożyczek jest to idealne wyjście z trudnej sytuacji.

Złotnik, który został nam polecony wycenił swoją pracę na 350 złotych, ale że jest wyjątkowo uczciwym człowiekiem, przyznał się, że nie wykorzystał całego materiału. Odkupił go więc od nas zbijając cenę o ponad dwieście złotych. Ostateczny koszt dziwi mnie do dziś, a niektórzy znajomi podłapali pomysł i chętnie go skopiują.

Czy wspominałem, że grawerka była w cenie?

* uwaga, przypis dolny zawiera wulgarne wideo

25-09-2013
COOKIESThis website uses cookies to allow us to see how the site is used. The cookies cannot identify you. If you continue to use this site we will assume that you are happy with this.
Close